|
rozmiar ma znaczenie!
wtorek, 29 czerwca 2010
od dłuższego czasu zbieram się do wpisu i czy ja wiem? zakończenia tego bloga? nie za bardzo mi to odchudzanie wyszło, jeszcze nie ważę tyle co przed ale niedużo brakuje. uczciwie mówić, klapa na całej linii. wstyd mi i jakoś głupio tak przyznawać się publicznie, że kiepsko poszło. co to ja miałam, a, podwijam kitę pod siebie i idę popłakać w samotności. cichutko powiem tylko na koniec, że aż tak bardzo mnie ta porażka nie martwi, chuda czy gruba, i tak fajna laska ze mnie. heh
ps. jednak nie skasuję, czy ja wiem, może znowu niedługo zacznę się odchudzać....
czwartek, 04 marca 2010
pani z klubu zamieniła mi niewykorzystane godziny z basenu na siłownię. poszłabym chętnie nawet dzisiaj ale boli mnie staw łokciowy i trochę się boję że sobie pogorszę. uszkodziłam w nim coś kilka tygodni temu na basenie jak były ćwiczenia z hantelkami i od tamtego czasu nie było dnia bez bólu, a że to prawa ręka to trudno ją oszczędzać. nigdy nie latałam z byle powodu do lekarza ale teraz coś mi się wydaje, że nie uniknę wizyty. siłownia będzie musiała poczekać i basen też, na razie do kwietnia. korzonki, kolano, łokieć - niedługo próchno z tyłka mi się posypie.
sobota, 27 lutego 2010
przez te cholerne korzonki zaniedbałam basen, znaczy może nie zaniedbałam co nie dałam rady iść i się ruszać, a przy tym bałam się, że mnie wychłodzi czy owieje czy diabli wiedzą co jeszcze i będzie jeszcze gorzej. a jeszcze gorzej bym nie zniosła, to jest taki cholerny ból jakby ze środka wyrywało się wszystkie części. byłam nawet u lekarza ale nie było tego mojego pięknego młodego tylko ta druga stara i brzydka. nic nie poradzę, w mojej przychodni jest dwóch lekarzy - młody przystojny facet i nieco starsza kobitka, kontrastują ze sobą strasznie. u lekarki było dużo przyjęć i miałam zamiar wcisnąć się w lukę ale po godzinie i trzech zaledwie przyjętych osobach dałam sobie spokój bo nie mogłam już dłużej ani siedzieć ani stać. u ojca znalazłam resztki tabletek z jego zapalenia i jak mi nie pomogą do poniedziałku to pójdę znowu do przychodni. na razie mnie dalej boli ale o wiele mniej, znaczy leki działają. no i tu wylazł basen, zapłaciłam za miesiąc a byłam tylko kilka razy i raczej nie przewiduję, że pójdę ćwiczyć na początku marca. a ponieważ karnet wykupuje się chcąc czy nie na wszystkie dni to wybiorę się do klubu i zobaczę co mi miła pani zaproponuje. bo ćwiczyć chcę. sama tym się dziwię ale póki chcę to muszę to wykorzystać. zresztą zostało 15 kilogramów do wyproszenia ze mnie.
środa, 17 lutego 2010
przenoszę się na stare śmieci, tutaj wpisywać będę tylko osiągnięcia (i porażki tfu tfu) odchudzania. diabli mnie noszą jak widać i trudno mi na tyłku usiedzieć w jednym blogowym miejscu.
odchudzanie stanęło w miejscu, albo inaczej - stało się nudne i jednostajne, za to codzienność nie pozwala na chwilę o sobie zapomnieć.
wtorek, 09 lutego 2010
byłam wczoraj na basenie, albowiem postanowiłam trzymać się twardo postanowień. zapłaciłam za miesiąc i to powinna być dobra motywacja. a ponieważ trzy ostatnie zajęcia pokrywały się z warsztatami i nie mogłam w nich uczestniczyć to dzisiaj czuję dość boleśnie kilka mięśni. cienias ze mnie i tyle. przed basenem byłam w klubie i czekając na panią od kasy obejrzałam sobie te różne urządzenia i znowu nabrałam chęci na siłownię. kto wie, może za jakiś czas? chociaż stwierdziłam, że lubię ćwiczyć w grupie. jeszcze tylko przydałaby mi się umiejętność pływania, bo ciągle siedzi we mnie strach przed utopieniem się. niektóre ćwiczenia wykonuje się na głębszej części i brak dna pod stopami nie jest przyjemny.
poniedziałek, 08 lutego 2010
czuję ją i słyszę. nic nie wskazuje, żeby zima miała się szybko skończyć, w nocy ciągle jest w okolicach 10 stopni na minusie, śniegu dowala co kilka dni po kilka centymetrów a jednak wiem, że idzie. metafizyka. kilka dni temu wyszłam rano z domu i pomyślałam, że jest inaczej. ptaki inaczej śpiewają, powietrze inaczej pachnie i wygląda. coś w tym musi być. będzie wiosna.
piątek, 05 lutego 2010
poniedziałek, 01 lutego 2010
kici kici jak widać ulubionym miejscem do spędzania wolnego czasu jest dach samochodu. znak kociej łapy stał się już naszym rodzinnym herbem.
czwartek, 28 stycznia 2010
ludzie to są jednak wredni. pewnie nie wszyscy ale jednak. znowu ktoś wywalił z domu kota, zapewne w obliczu wywalanych czy maltretowanych dzieci nie jest to wielkie przestępstwo ale dzieci to akurat nikt mi jeszcze nie podrzucił. a kota i owszem. właściwie może nawet niekoniecznie mi osobiście ale ponieważ mieszkam na takim jakby uboczu to tutaj najłatwiej pozbyć się niechcianej zabawki. no i wywalił ktoś w ten mróz co był ostatnio. minus 30 było przez kilka nocy. a jakby tak ten co pozbył się kota sam posiedział na takim mrozie? no kurde życzę mu tego z całego serca. najlepiej niech goły posiedzi. kot jest oswojony i bardzo przyjazny, chętnie przychodzi na wołanie i pozwala się brać na ręce - to tylko dowód na to, że ten ktoś kto się go pozbył trzymał go w domu. i wcale nie jest wychudzony. kot jest mały, jeszcze ma dziecięcą sierść i jest to panna. bardzo ładna panna zresztą, siwa z zadartym nosem. mieszka na razie u mnie w garażu w pudełku ocieplonym styropianemi wyłożonym sianem. w pudełku tym spały czasem moje koty jak się włóczyły po nocach. szukam nowego domu dla kici i wkurza mnie, że nie jest to pierwszy wyrzucony kot. i zapewnie nie ostatni. |
Archiwum
Zakładki:
|